12. Nie obrażaj się na śmierć…

 

Loreen.

Kiedy Rico wyłonił się stamtąd, nie mogłam uwierzyć, że to on. Patrzyłam się w jego krwistoczerwone ślepia, w których widziałam jedynie żądzę mordu, ale też i żal ukryty za nią. Ludzie uciekali z Zoo, każdy krzyczał. Pingwin wypuścił kulę ognia w stronę wyjścia, a wtedy pojawił się napis: Oddajcie mi moją Tarję Eveline.

On oszalał? Zupełnie mu odbiło z tęsknoty? Nie miałam pojęcia! To na pewno nie był Rico, jakiego znałam.

Kama rozwiała płomienie, torując sobie przejście do pingwina. Ludzie uciekali gdzie tylko się dało. Wszędzie chaos, a ja stałam w jego środku. Nie wiedziałam, gdzie się podziać. Wtedy nagle pojawił się Szeregowy, zaciągając mnie na wybieg lemurów.

- Ja pieeeer…! – krzyknął gruby lemur, obserwując zdarzenia zza muru. – Odwaliło mu chyba do reszty!

- Pradawni bogowie zesłali nam oto Element Płomienia! – krzyknął Ogoniasty, jakby kibicując oszalałemu Rico.

- Julian zamknij paszczę i schowaj się! Morte! Gdzie jest Morte? – krzyczałam.

- Nie Morte tylko Mort. I chyba w środku tego pandemonium!

Załączył mi się tryb „szybkiego działania”.

- Ten lemurek to syn mojej przyjaciółki, leżącej teraz dwa metry pod ziemią. Sofferenza, bo tak się nazywała, broniła swojego dziecka przed Klemsonem. Zginęła od ciosu sztyletem. Umierając, wymogła na mnie pewną obietnicę, której zamierzam dotrzymać.

” Loreen…jeśli to możliwe, proszę, zajmij się moim malutkim Morte. Przygarnij go, by nie został sam jak palec.

Nie pozwól, by dorwał go Klemson. Morte może mieć zdolności, które mogą posłużyć w złych rękach jako niebezpieczna broń. Oddaj go w dobre ręce. On jest kolejną…”

Sofferenza nie zdążyła dokończyć. Przeszła na drugi świat, przedtem wyznaczając mnie Opiekunem jej syna.

 

Maurice.

Jaki Morte? Jaka Sofferenza? O co tu chodzi? I skąd, do cholery, Loreen o tym wszystkim wie? Oczywiście, Julian zaczął sprzeczać się z szarooką, która rzekomo miała powiązania z demonami.

- Sofferenza! Imię diabła! – darł się król.

- Zamknij ryj! Tak miała na imię matka Morte!

- Nie Morte tylko Mort, głupia babo!

Loreen była wkurzona, choć nie wiem, czy to określenie nie jest za delikatne. Wnerwiona pingwinica, rozszalały Rico i Szeregowy biegnący po Morta. Masakra. Wyjrzałem zza muru i zobaczyłem wypalony ogniem napis:

„Oddajcie mi moją Tarję Eveline.”

 

Skipper.

Rico zwariował. Loreen drze się z Ogoniastym. Szeregowy próbuje ratować Smutnookiego. Kowalski bawi się wodą a ja tutaj latam z dziewczyną Rico. Cudownie!

- Skipper! Uciekaj!

Byłem zaskoczony, jak miałem uciec, skoro jestem uwięziony? Tarji rozum odjęło?

- On tu idzie, skupia się na mnie, UCIEKAJ! WEJDŹ W SYNA SOFFERENZY! Nie dasz rady Pierwotnemu!

Tarja każe mi uciekać, wejść w syna jakiejś Soffe…coś tam. O co kaman?

- On jest coraz bliżej. Wejdź w Morta!

- No a co z tobą? – zapytałem.

- Światło rozświetla ciemność. Poradzę sobie! Ruszaj! To jest moja walka i zemsta za to, co zrobił Sofferenzie i innym. – coraz intensywniejsze światło otaczało dziewczynę.

- Pierdzielę! Zostaję! – krzyknąłem.

- Porąbało na starość?

- Już dawno.

Postanowiłem, że zostaję. Choć raz będę dżentelmenem i nie zostawię kobity samej na polu walki.

To za tych, którzy już zginęli.

 

Kowalski.

Coś wstrząsnęło ziemią. Wywaliłem się, a cała woda, która była wtedy w powietrzu, zleciała na dół. Tym razem to nie był wybuch mojego wynalazku! To coś na zewnątrz. Wyleciałem jak strzała z labolatorium i wspiąłem się po drabinkach. Odsunąłem pokrywę u zobaczyłem…chaos. Istna masakra. Oszalały Rico podpalał co popadło, a Kama próbowała się do nieo dostać, rozwiewając płomienie.

- Kama! Nie rozwiewaj! Dostarczasz tlenu ogniowi! PODSYCASZ GO!

Pingwinica jednak mnie nie usłyszała. Dalej posługiwała się wiatrem, próbując dostać się do naszego kompana. Szeregowy biegł po Morta, który tępo wpatrywał się w całe to pandemonium. Loreen ślizgała się do garażu, zapewne po jakiś motocykl. A ja się tylko na to patrzyłem.

Kowalski, czas działać.

Uniosłem skrzydła, a za nimi uniosły się krople wody z basenu, które uformowały się w wodny bicz. Będziemy gasić ogniste zapędy Rico.

 

 

 

Kochani,

Dawno mnie nie było, zapewne połowa zaczęła mnie przeklinać. Ale wracam xD

Pozdrawiam!

Lily Shadow/Moniwilk